Opinie, recenzje biustonoszy dla pań po 35. r.ż., po ciążach, karmieniu - fasony, modele, podtrzymanie, wygląd, oferta.
Kategorie: Wszystkie | 35 - różne | 50plus | figura | kroje staników | modele | ubranie
RSS

35 - różne

sobota, 04 lutego 2012

O przeglądzie szafy, czyli dokończyłam pierwszą z n rozpoczętych notek.

Można kupić stanik za 20 PLN czy za 30 PLN, można też za 1000 PLN * (teraz przecena, jest taniej ;p), zależy, ile kto może przeznaczyć na ten interes. Po staniku za 20 - 30 PLN nie należy się spodziewać zbyt wiele, możliwe, że się rozciągnie, odbarwi, spruje itd. po dwóch noszeniach. Możliwe, że będzie trwały. Nie wiem, nie kupuję staników w takiej cenie, zalinkowany model za 30 PLN budzi we mnie nieokreślony lęk ;) - pamiętam tylko co-nieco z czasów noszenia 70B: będąc młodą studentką kupowałam staniki półhurtowo i wyrzucałam, bo się rozciągały.

Stanik za stówkę powinien wytrzymać dłużej, ale też nie możemy spodziewać się po nim cudów. Mam w szafie trochę staników z przedziału cenowego 100 - 150 PLN i to niestety jest loteria jakościowa. Niektóre po trzech praniach trzeba potraktować nożyczkami - tu odpruwa się nitka, tam wychodzi gumka. Inne rozciągają się - zawsze można podszyć, ale co to za przyjemność, zresztą, takie podszycie może uwierać. Inne trzymają się nieźle i krzywdy nie robią. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby stanik zmniejszył się w obwodzie, wszystko przede mną ;)

Inaczej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o staniki w cenie powyżej 200 PLN. W jednym staniku odpruła się perełka, no tragedia, musiałam ją doszyć ;) Śpieszę donieść, że i bez perełki stanik nosi się dobrze, niezależnie od pory roku i miesiąca. Tak samo jak inne, staniki za 200 czy 300 PLN piorę w pralce.

Najważniejsza dla mnie teraz różnica pomiędzy stanikami za 100 PLN a stanikami za trzykrotność tej sumy to wygoda w noszeniu. Niestety, skóra z wiekiem staje się delikatniejsza i noszenie staników kupionych ładnych parę lat temu - mimo że rozmiarowo nadal są dobre - często kończy się czerwonymi pręgami, podrażnieniami i ogólnym poczuciem rozczarowania. Jakoś te kilka lat temu (na Lobby jestem bodajże od 2005 roku, czyli w sumie prawie od początku) nie przeszkadzały mi materiały Panache Superbra, Pour Moi?, Freyi czy Curvy Kate (to akurat zresztą marka młodsza od Lobby, o ile dobrze pamiętam). Teraz wiem, czemu niektóre staniki kosztują większe pieniądze - dlatego, że nie drażnią, nie odciskają, nie drapią. Płaci się za materiały, za staranne uszycie, za bardziej dopracowaną konstrukcję i opracowanie szczegółów (np. zapięcia obwodu też są podszyte takim mięciutkim czymś, czym czasem podszywa się ramiączka). Trochę to rozczarowujące, bo oznacza, że tak naprawdę powinnam ograniczyć się do trzech marek: Avocado, Fauve i Elomi. Fantasie jest niestety na granicy, tak samo jak Masquerade :(

To, co piszę, nie oznacza oczywiście, że moja szafa zawiera kolekcje wszystkich wymienionych marek z ostatnich sześciu lat. Niestety, nie :( Zawierała natomiast przedstawicieli z różnych lat, i mieli oni pożałowania godną tendencję dokładnego odwzorowywania tych samych cech w obrębie marki (w Curvy Kate z uporem maniaka pruły się gumeczki przy obwodzie, Pour Moi? powoli rozsypywało się, a Panache wbijał się w mostek i robił dziury w kanalikach fiszbin właśnie na mostku). Jeszcze te trzy lata temu w ogóle mi to nie przeszkadzało, w ulubionym Panache Fiesta zaszywałam kanaliki kilka razy, a Freya Jasmine ma starannie poobcinane wychodzące nitki. Mój żal wynika głównie z faktu, że przez to wydelikacenie skóry zmuszona byłam pozbyć się tylu fajnych staników, które parę lat temu były taaakie wygodne. Zostawiłam kilka ulubionych, resztę pożegnałam. Nie ma sensu trzymanie staników, które zajmują miejsce i nic poza tym.

Nie, nie reklamuję ani nie robię czarnego PR-u żadnej z wymienionych firm. Po prostu rozumiem, dlaczego niektóre staniki kosztują 30 PLN, inne 130, a inne - 300. Niby materiały podobne, ale tylko podobne. Niby te same elementy, ale różna jest dbałość o szczegóły. I rozumiem, dlaczego Freyę reklamują modelki z wyglądu zdecydowanie młodsze niż te reklamujące Fantasie i Fauve. Urok przemijania czasu :)

 

* Zaznaczam, że zakresy cenowe dotyczą staników nowych, nieprzecenionych.

Obrazek pochodzi ze strony Forex USnews ;)

niedziela, 18 grudnia 2011

BarbieDawno, dawno temu moja córeczka była niemowlakiem. Kiedy zaczęła chodzić, zła matka założyła dziecku buty. Zła matka zakładała czapkę i rękawiczki zimą, a latem cienki kapelusik. Biedne dziecko do wszystkiego musiało się przyzwyczajać, środkowoeuropejskie zwyczaje i klimat nakładają na ludzi konieczność noszenia wielu różnych dziwnych rzeczy. Tak samo należy się przyzwyczaić do stanika.

Zła matka nosi staniki w prawie wszystkich dostępnych kolorach, i biedne maleństwo płci żeńskiej latami zazdrościło matce takich fajnych cusiów. Więc kiedy zła matka dostała od koleżanki dla maleństwa koszulkę odszytą pod mostkiem, zwaną bralette, biedne maleństwo oszalało z radości, że też będzie mieć stanik. Na początku biedne maleństwo ściągało koszulkę po pół godziny, twierdząc, że drapie i przeszkadza, ale następnego dnia twardo zakładało, bo zła matka obiecała kolorowego cusia, z zapięciem i regulowanymi ramiączkami, jak maleństwo wyrośnie z koszulki.

I nadszedł dzień, kiedy córa radośnie oznajmiła, że czas na nowy stanik, bo koszulki stały się za małe. Zła matka wpakowała dziecko do samochodu i pojechała na zakupy. Nie żeby stanik był już rzeczywiście potrzebny, tylko żeby utrzymać ciągłość noszenia, żeby się nie odzwyczaić, bo za parę lat nie będzie wyboru i stanik stanie się koniecznością. Żeby noszenie dobrego obwodu, wygarnianie i dobieranie miseczek już teraz stało się czymś normalnym i zwyczajnym.

Zła matka nie cierpi robić stacjonarnych zakupów, swoje staniki kupuje przez internet, ale dziecku trzeba dobrać coś delikatnego, a poza tym, rozmiar został oceniony na 60AA, baw się teraz człowieku w szukanie, jak nosisz 70GG/75G i nie masz pojęcia, gdzie takie cudo nabyć. Zła matka założyła, że stanik ma być stanikiem, nie koszulką wdziewaną przez głowę, czyli ma mieć zapięcie, regulowane ramiączka, najlepiej jeszcze bez fiszbin, no i z miękką miseczką. Po przejrzeniu oferty sklepów w dużym centrum handlowym należało odtrąbić klęskę: obwód 60 nie istniał, oferta przewidywała obwody zwykle 70, bywały 65, ale miseczki od A, co już było za dużo. Ostatnim sklepem na trasie był Marks&Spencer, gdzie udało się dorwać stanik w rozmiarze 28 (6) AA. Gwoli ścisłości: miseczki AA to te najmniejsze, mniejsze niż A. Bywają też AAA.

Zakupione staniki - dwupak jak na zdjęciu obok - są kompromisem. Mają dwuhaftkowe, trójstopniowe zapięcie i regulowane ramiączka, miseczki są niestety usztywniane, ale nie mają fiszbin. Mają odszycie na miejscu fiszbin, co zdaniem złej matki jest bardzo korzystne, ponieważ dziecina przyzwyczaja się, że "tam" coś siedzi. Zaletą jest materiał - mięciutki i delikatny. Obwód siedzi mocno na miejscu - jest raczej rozciągliwy, bo nie ma fiszbin, ale nie ma tendencji do jeżdżenia po plecach. Generalnie dobry zakup.

A teraz podsumowanie: pierwszy stanik to orka na ugorze ochwaconą szkapą. Zła matka i jej biedne dziecko mieszkają w Warszawie i mają sklep M&S prawie pod nosem, ale usztywniany stanik to niekoniecznie jest to, co zła matka chciałaby kupić dziecku następnym razem, kiedy będzie należało przejść do rozmiaru 60A. Przegrzebanie internetu daje co prawda pewne wyniki, ale i tak widać, że rozmiary 60AAA, 60AA i 60A są niedoreprezentowane. 60B ze świecą szukać, firmy produkujące staniki dla małobiuściastych zaczynają często od 60D, zdarzają się 60C, ale ten zakres rozmiarowy to stanikowa pustynia, nie przymierzając jak G+ 5 lat temu, albo i gorzej. Póki co, tak jak zła matka 5 - 6 lat temu zamawiała staniki w Wielkiej Brytanii, bo tam przynajmniej mogła dostać w odpowiednim rozmiarze, możliwe, że biedne maleństwo też będzie miało staniki sprowadzane z UK.

Zdjęcia pochodzą ze stron

http://www.babywearbrands.com/Barbie-Bra-Top.html 

http://www.marksandspencer.com/Angel-First-Lingerie-Bras-Lingerie-Underwear-Womens/b/65954031 

wtorek, 19 lipca 2011

Pisałam kiedyś o tym, że staniki, które dawniej odczuwałam jako przyjemnie ścisłe, leżą w szufladzie, bo są za ciasne. I o tym, że wymiary mi się nie zmieniły, więc skąd ta zmiana, przecież stanik od noszenia raczej się nie zwęża.

Na trop naprowadziły mnie nogi - niby jest to część ciała od biustu oddalona, ale przecież cały czas są to elementy budowy tej samej osoby. Otóż, moje drogie panie, mam tendencje do żylaków. Taka moja uroda i póki co płakać z tego powodu nie zamierzam (zajmę się kiedyś tym tematem). W dodatku prowadzę siedzący tryb życia - taki zawód, codziennie ileś godzin przed komputerem. Nogi puchną, bo nogi są do chodzenia, a nie do trzymania pod biurkiem. Kochana pani ginekolog poleciła mi nosić w ciąży (no ale w ciąży nie byłam już daaawno temu i już nie będę) pończochy przeciwżylakowe, które zapobiegają puchnięciu, ale że w wersji light mają 40 DEN (są też takie 70 DEN i 140 DEN), to nie bardzo można je nosić cały rok, zresztą, na tułów nie wchodzą.

Przeprowadziłam wobec tego badania - stąd zresztą dzisiejszy obrazek - mianowicie codziennie starannie notowałam, co i ile wypiłam i zjadłam. Tak przy okazji, jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy muszą takie notatki prowadzić całe życie ze względu na dietę/choroby/whatever, mi się potwornie nie chciało. Każda kawa, herbata, woda, sok, ryż, czekolada, porcja ryby... W pięknej tabelce notowałam, co danego dnia było źle, nie tak, przeszkadzało mi, ile godzin spałam, czy jeździłam samochodem, i tak dalej.

Tak więc woda w postaci wody jest organizmowi ludzkiemu - a na pewno mojemu - niezbędna do niepuchnięcia. Kawa (naturalna, z ekspresu, z mlekiem), poza tym, że pita w ilości większej niż litr dziennie drażni żołądek i źle wpływa na cerę, nie jest optymalnym napojem. Czarna herbata jest już lepsza, ale pita litrami wysusza gardło i skórę. Zielona herbata łagodzi obyczaje (jestem cholerykiem), biała odświeża umysł, a czerwona (pu-erh) dobrze robi na trawienie, nawet lepiej niż cola, ale ile można tego pić. Szklanka coli dobrze robi na żołądek, po litrze nie mogę spać.

Natomiast woda jest genialnym napojem. Po zarwanej nocy - zdarza mi się, że pracuję do trzeciej czy czwartej, a i tak muszę wstać około siódmej - to właśnie woda pomaga zredukować zmęczenie i opuchliznę, tak denerwującą pod ściślejszymi stanikami. Zredukowałam więc wyżej wymienione dopalacze na rzecz wody. Poza tym, jeśli tylko mogę iść na piechotę, idę, a nie jadę samochodem - paradoksalnie, nawet 15-minutowy spacer zmniejsza opuchliznę i ból nóg zmęczonych całonocnym siedzeniem. W konsekwencji ruchu i picia wody zmniejszyła się też wrażliwość na ścisły stanik - do łask wróciły ściśliwce.

Oprócz wody i ruchu - choćby pół godziny spaceru - dobrze jest się przespać, zapewne dlatego, że - poza zbawiennym odprężeniem wynikającym z drzemki - przyjmujemy pozycję poziomą i układ krążenia i limfatyczny mogą odpocząć (wiem, że ujmuję to mocno nieprofesjonalnie, ale nie będę się silić na medyczny żargon, wiele osób zna się na tym lepiej i jeśli zechcą skomentować, to wyjaśnią fachowo).

Podsumowując: woda do picia, trochę ruchu i sen ułatwiają życie zawodowo siedzącym nogom i biustom ;)

Rysunek pochodzi ze strony http://zuch.blox.pl

środa, 09 lutego 2011

Tak sobie rozmawiałam z koleżanką, wpadłyśmy na siebie w supermarkecie. Od słowa do słowa, zaczęłyśmy rozważać, co warto kupic samemu, pomacawszy w sklepie własnoręcznie, a co spokojnie można przez net nabyć, macając wirtualnie li i jedynie.

Przez internet kupuję książki, płyty, elektronikę, AGD, ubrania, ubranka dla dzieci oraz oczywiście bieliznę :)

Dawno, dawno temu, kiedy Lobby Biuściastych nie miało jeszcze siostrzanego forum, nie zdążyło obrosnąć w otoczenie, a funt szterling kosztował 4 złote, staniki zamawiałam w Wielkiej Brytanii, ponieważ przesyłka szła szybciej niż od przedstawiciela Panache mającego w owych czasach siedzibę bodajże w Malborku. Z probiuściastych marek w Polsce istniało Avocado, które miało sklep w Poznaniu, a rozmiarówkę zdecydowanie uboższą niż dziś (np. obwody zaczynały się od 70). Brzmi jak opowieść o wodzie przynoszonej wiadrem z podwórka ;)

Teraz mam do wyboru, do koloru sklepów stacjonarnych - mieszkam w Warszawie, więc odpada mi planowanie, kiedy mogę wybrać się 50 czy 150 km do sklepu, dzwonienie i dopytywanie, kiedy sklepy będą mieć najwięcej rozmiarów, które może by mi pasowały. Jako że czasem wykazuję ochotę na usystematyzowanie wiedzy, postanowiłam ułatwić sobie - a może nie tylko sobie - życie i sporządzić listę argumentów za i przeciw zakupom stacjonarnym i w internecie. Ponieważ sama nie mam żadnych oporów przed jednymi ani przed drugimi, z góry odrzucam argument pt. "bo tak lubię" - to jest osobista preferencja, niemająca nic wspólego z logiką i jako taka niemierzalna. Jesli ktos boi się / brzydzi / nie lubi zakupów przez internet / stacjonarnych, to nie ma sensu się zmuszać, efekt bedzie odwrotny do zamierzanego.

Wracając do tematu: sklepów internetowych w Polsce mamy pod dostatkiem, z zagranicznych testowałam tylko brytyjskie, pewnie dlatego, że na kontynencie, o ile mi wiadomo, Polska to stanikowy raj, więc nie mam czego szukać za miedzą.

Podczas zakupów podstawową kwestią jest kwestia pieniedzy - jeśli mamy ich dużo, to bez problemu możemy zamówić przez internet kilka staników w różnych rozmiarach, z założeniem, że 3/4 odeślemy i odzyskamy pieniądze. Następna kwestia to czas - jeśli mamy go sporo, to łatwiej nam będzie zwiedzać sklepy stacjonarne i mierzyć do upadłego modele i rozmiary. Dalej mamy problem dostępności sklepów - mieszkając w dużym mieście, gdzie sklepów jest dużo, musiałabym poświęcić kilka dni na obskoczenie wszystkich. Natomiast jeśli do najbliższego sklepu mam 100 km, to sprawa wygląda zupełnie inaczej. I albo decyduję się na zamawianie - i odsyłanie, nie ma zmiłuj, rzadko udaje się od razu trafić w rozmiar i model, albo dzwonię do najbliższego dobrze zaopatrzonego sklepu i dowiaduję się, ile jest staników w rozmiarze zbliżonym do mojego wstępnie określonego, a następnie biorę wolne na cały dzień i jadę. Dobrze, jak mogę...

Co zatem pozostaje osobie uwiązanej do jednego miejsca w środku puszczy? Poza zakupami stacjonarnymi (konieczność wyprawy za góry i lasy), internetowymi (pieniądze i czas), jest jeszcze lobbowa giełda staników, jesli nie ma sie oporów przed kupowaniem używanych - w sumie staniki w sklepie też już ktoś mierzył, prawda? A jeśli uda nam się dobrać rozmiar, możemy wtedy iść na podbój zakupów internetowych, pamiętając, że wyprzedaże sa dla nas, a na ebayu można trafić okazyjnie bardzo fajne modele. Jedno zastrzeżenie: zanim kupisz, poczytaj - Katalog Staników, opinie na forum - LB i LMB, może się okazać, że upatrzony model jest ściślejszy/rozciągliwszy bądź ma większe/mniejsze miseczki niż ten, który już mamy, niezależnie od tego, że to ta sama marka. Kupowanie na wyprzedażach ma tę zaletę, że modele już zostały przetestowane. Wadą jest to, że wielu rozmiarów po prostu już nie ma.

Nietrafione zakupy wystawiamy na allegro bądź na ebayu :)

Obrazek u góry pobrałam stąd

Obrazek u dołu pochodzi stąd

Jak sobie przypomnę, jak się robi takie obrazki, to będę robić sama

niedziela, 28 listopada 2010

Jeden z najwygodniejszych staników, jakie kiedykolwiek miałam, to Fantasie Smoothing - bezszwowy stanik klasyfikowany przez Bravissimo jako T-shirt bra, czyli nieodznaczający się pod bluzką. Poza tym, że nieodznacza się pod bluzką, ten stanik nie odznacza się niczym w ogóle - nie jest czymś, czemu poświęcę choćby przelotną uwagę, jeśli zastanawiam się, co założyć. Czeka grzecznie w szufladzie, aż będzie jego kolej i zostanie wybrany. Powody, dla których wybieram ten właśnie stanik, a nie inny, są dwa: wygoda i niewidoczność pod białą bluzką.

Wygoda to podstawa. Smoothing jest wygodny tak bardzo, że nie pamiętam o nim. Urodą też nie wyróżnia się w żaden sposób, po prostu trudno w jego przypadku mówić o czymś takim jak uroda. Ten stanik jest kwintesencją bytu nijakiego. Nudny i solidny jak fundamenty - nikt o nich nie pamięta, ale bez nich nie sposób zbudować niczego trwałego. Pewnie właśnie dlatego takie staniki nazywa się bazowymi.

Z drugiej strony, nazwa marki, która firmuje coś tak nijakiego, jest rażąco nieodpowiednia - do zaprojektowania tego stanika na pewno nie użyto ani krzty fantazji. Mam raczej wrażenie, że zaprojektowała go purytanka jakieś 200 lat temu, ktoś znalazł projekt w kufrze prababci i wykorzystał :)

Na koniec jedna informacja, skoro wyczerpałam obraźliwe epitety - zgodnie z tym, co podaje Bravissimo, stanik jest dużomiseczkowy (wzięłam 70G zamiast standardowego 70GG i jest idealnie), ściśliwość w normie. Niestety, występuje tylko do miski G, nie wiedzieć czemu; obwody od 30 (65) do 40 (90), przy czym w tym ostanim miski są tylko do F. Szkoda, bo konstrukcja udana, fiszbiny nie za wysokie (jestem raczej frejowa, chociaż mam kilka panaszków, które uważam za dobre zakupy) i nie za szerokie. Może z powodu porażającego designu nikt się tym cudem nie interesuje na tyle, żeby podciągnąć je dalej w tabelce.

Zaraz, o czym ja pisałam? Ach, o Smoothing. Cóż, to by było tyle, jutro nie muszę zakładać biełaj bluzki, więc ta kwintesencja nudziarstwa i solidności może poczekać. Na pewno leży gdzieś w szufladzie.

Zdjęcie pochodzi ze strony Bravissimo. Wykorzystałam je twórczo ;) obcinając modelce połowę rąk i reszty ciała, w końcu beżowe majty to nic ciekawego.

czwartek, 18 listopada 2010

Moje drogie, znikłam na długo z przyczyn technicznych - miałam kłopoty z komputerem, po drodze próbowałam opublikowac kilka razy notki i niestety, bez efektu. Ponieważ mam w końcu nowy komputer, notki są zapisane, to i publikacja nie będzie trwała zbyt długo.

czwartek, 29 lipca 2010

Pajęczyna w swojej istocie jest delikatna, miękka i rwie się przy dotknięciu. Kevlaru używa się do hełmów i kamizelek pancernych. Karmel jest słodki, a mgła otula miękko i bezszelestnie.

Nie, nie zwariowałam :)

Wakacje to nie jest najlepszy czas na pisanie. W wakacje jest gorąco, na wyjazdach zasoby ubraniowe są ograniczone,  dostęp do Internetu bywa trudny lub wręcz niemożliwy, a rozleniwienie wzrasta o 100%. Co najmniej o 100%.

Paradoksalnie, dzięki splotowi tychże okoliczności mogę opisać stanik, który miałam możliwość testować w powyższych warunkach, lepiej niż gdybym go opisała przed wakacjami. Drogie panie, oto Charlotte firmy Avocado :)

Charlotte jest stanikiem, który można założyć pod białą bluzkę – z założeniem, że jest to dobra bluzka , bo spod półprzejrzystego wdzianka z podejrzanego materiału prześwituje każdy stanik. Ja akurat mam jasną skórę o, umownie nazwijmy to, złotawym odcieniu, typową ciepłą karnację – na niej Charlotte wygląda jak biżuteria, elegancka i dyskretna. Nie wiem, z czego ten stanik jest zrobiony – materiał podstawowy nie wygląda jak typowa siateczka (powernet), tylko jak pajęcza sieć utkana przez kilka małych pajączków, cieniutka i mocna, pozornie nieregularna. Na siateczce jest naszyty haft w kolorze ciemnego beżu z tendencją do starego złota, a na to drobne bladoróżowe kwiatki. I to cudo towarzyszyło mi przez upały, noszone z uporem godnym lepszej sprawy na zmianę z innymi stanikami Avocado, bo niestety inne gryzły mnie niemiłosiernie. Wielokrotnie pisałam na Lobby Biuściastych, że mogłabym nosić tylko Avocado, i teraz to się na mnie zemściło, gdyż przez kilka upalnych tygodni nie mogłam nosić nic innego. Stanik prałam ręcznie, przy czym moje pranie ręczne polega na zamoczeniu na parę godzin w misce z płynem do prania ręcznego bądź żelem do prania w pralce i wrzuceniu do pralki na płukanie. Stanikowi nic się nie stało, nie rozciągnął się, haft nadal wygląda jak nowy.

Oprócz obwodu i miseczki trzeba też wziąć pod uwagę jeszcze jeden aspekt – wycięcie pod pachami. Bardzo lubię brytyjskie staniki, ale w moim straaaasznie ogromnym rozmiarze (regularny to 70GG) staniki są zabudowane pod pachami i piłują. Jak siedzę przy komputerze i piszę, to nie ma sprawy, ale jak muszę często się pochylać, to wcinanie się w pachy staje się życiowym dramatem ;) Avocado ma krótsze fiszbiny i większe wycięcie, co oczywiście nie wpływa na podtrzymanie, ale znacząco poprawia komfort istnienia.

A teraz tadaaam – niespodzianka rozmiarowa. Pani w butiku wymierzyła mnie i podała rozmiar 80G – 75H był nieco ciasny, a starsze staniki Avocado mam w rozmiarze 70H (pod biustem mam na ścisk 75 cm, w biuście – 105). Przyznam, że zamawiając przez Internet nie spojrzałabym na ten rozmiar, tymczasem rano zapinam obwód na środkowe haftki i o ile w czasie upałów przepinałam na najszersze, o tyle w temperaturach sprzyjających ludom Północy zapięcie pozostawało bez zmian. Zobaczymy, co będzie jesienią.

Teraz dół. Ja tam lubię klasyczne majtki, wysokie, bez wycięć. Tu mamy majtki szyte z kilku elementów, mało rozciągliwe, z przodu haft i kwiatki, z tyłu mocny, jednolity starozłoty beż. Wewnątrz są doszyte zaszewki pozwalające dopiąć podwiązki do pończoch (w komplecie z majtkami). Fizia co prawda nie uznałaby tego za pas do pończoch, ale to nie jest pas, tylko majtki ;) Na 106 cm w biodrach wzięłam rozmiar L, gdybym miała ze 2 cm więcej, powinnam zdecydowanie przyjrzeć się rozmiarowi XL.

Na koniec mniej sympatycznie – przechodzimy do konkretu, jakim jest cena. Cóż, jakiś rok temu opadła mi euforia wynikająca z dostępności dobrego rozmiaru w dziesiątkach wzorów i kolorów, i z żalem zaczęłam pozbywać się z szafy staników, które pomimo urody nie są wygodne. Niestety, co mi po staniku, który po paru godzinach mnie denerwuje? Nie chodzę w nim po ulicy bez bluzki, nie latam na rozbierane randki (mój czas minął, hehe), a piękny stanik leżący w szafie tylko mnie denerwuje, skoro nie mogę go założyć, to jak lizanie cukierka przez papierek, tylko człowiek nabiera smaku. Okazuje się, że spośród ładnych wybieram te, które są wygodne. Reszta idzie w świat ;) Wracając do meritum – Charlotte na pewno nie jest tanim stanikiem, ani nawet ze średniej półki cenowej. Tyle że jest warta każdej złotówki wydanej na nią, bo nie musimy jej oszczędzać nosząc tylko od święta.

Stanik do testów dostarczył warszawski butik Avocado, zdjęcie pochodzi ze sklepu internetowego Avocado. 

niedziela, 23 maja 2010

Na Lobby Biuściastych trafiłam jakoś w 2005 roku lub na poczatku 2006 :) Od 2007 noszę ten sam rozmiar, na szczęście ustalił mi się raz a dobrze, i byłam zadowolona. Do czasu, a czas ten nadszedł teraz, kiedy zorientowałam się, że Tango classic plunge, mój jeszcze rok temu ulubiony stanik (no dobrze, jeden z ulubionych) ciśnie mnie potwornie i mogę nosić go tylko z przedłużką. Jest ściśliwcem, owszem, ale kiedyś bez problemu zapinałam go na 75 cm pod biustem i nosiłam cały dzień. Opisane kiedyś Provence marki Pour Moi? w rozmiarze 70G, które owszem, zapinałam i mogłam nosić, musiałam zmienić na 75F, bo nie rozciągnęło się (i chwała mu za to), ale okazało się, że nie jestem w stanie nosić stanika, który wieczorem ściągam z ulgą. Ten sam stanik w rozmiarze 75F też jest ciasny, ale nie dusi. Tango Pure, równie ścisłe jak jego następca Classic, też mnie denerwuje i leży nienoszone, a kiedyś bardzo je lubiłam. Teraz zamiast 70H wzięłabym 75G (to model małomiseczkowy, stąd konieczność wzięcia miseczki węcej niż zwykle).

Nie darowałabym sobie, gdybym nie wysnuła teorii, że zaczynam być mniej ściśliwa ze względu na wiek. Faktem jest, że stara, luźna Freya Tigerlily, spoczywająca od długiego czasu na dnie szuflady i trzymana z sentymentu dla papuzich barw, wychynęła na wierzch i wróciła do łask. Luźnawe maskaradki, noszone z rzadka, bo obwód 75 rzadko bywał dobry na 75 cm pod biustem, zakładam na co dzień i jakoś ten obwód wydaje mi się łaskawszy. Na Lobby wielokrotnie opisywano ostanikowywanie mam, babć, cioć itd., którym potrzeba luźniejszych obwodów niż młodym dziewczynom. Kasica poświęciła stanikowi dla babci osobną notkę. Nie stawiam się w jednym szeregu z panią po 60. (nie mam jeszcze 40., choć już niedługo), ale myślę, że proces luzowania obwodu już się zaczął. Co ciekawe, miarka cały czas pokazuje ten sam wynik, ale moja ściśliwość, czyli zdolność do noszenia mniejszych obwodów jest inna. Nie toleruję tego, co kiedyś uznawałam za wygodne. Czyli dopasowanie obwodu jest względne :)

Podsumowując, należy liczyć się z wymianą szuflady. Dlaczego? Stanik noszony z przedłużką układa się nieco inaczej - obwód z tyłu jest dłuższy niż zakładał konstruktor, więc ramiączka "jadą" w bok i zsuwają się. Przyciasny obwód poddusza i zostawia pręgi na skórze. Idę na zakupy po rozciągliwce :)

Zdjęcia pochodzą ze strony www.annamoryto.pl

środa, 24 marca 2010

Fauve Lucia nie jest stanikiem do noszenia ot tak. To jest element garderoby na "duże wyjście". Do kompletu mamy: stanik na mięciutkiej, cienkiej gąbce, majtki i pas. Mniammm. Oprócz gorzkiej czekolady jest też ciemnoniebieskie wieczorne niebo :)

Sam stanik to po prostu half cup z pionowymi cięciami i ładnymi ramiączkami. Jak zwykle diabeł siedzi w szczegółach :)

Połączenie miseczki i ramiączka jest tym elementem, który mnie zauroczył - moim zdaniem to właśnie ten szczegół daje stanikowi i dodatkom charakter.

Zdjęcie po lewej pochodzi z zasobów Eveden, otrzymałam od b.style, natomiast zdjęcie po prawej jest moje - kolor nie wyszedł, ale dokładnie widać element dekoracyjny. Jak wam się podoba zwężenie ramiączka przy połączeniu z miseczką i koronka wykańczająca ramiączka? Cały dowcip polega na tym, że właściwe ramiączko jest ukryte pod spodem - to ten czarny pasek, który widać pod koronką.

Fajne, nie?

Tak wygląda zapięcie stanika z tyłu:)          A tak wyglądają majtki z tyłu :)

 

 

 

 

 

 

Tak wygląda pas do pończoch - jasne, ze Fizia nie uzna tego za pas, ale przecież nie jest to element stroju do noszenia przez cały dzień.

Niestety, nie pokażę zdjęcia  zapięcia pasa. Szlag je trafił ;)

 

 

 

 

 

 

 

Niniejszym Lucia trafia na moją listę pt. "chcę to mieć". A żeby pognębić się jeszcze bardziej, poniżej dołączam zdjęcia Lucii w wersji miękkiej i ciemnoniebieskiej.

Na zdjęciu niby-kokardki w wersji brązowej half-cup (pierwsze z lewej) jest ona w tym samym odcieniu, co miseczka, a w pozostałych wersjach - odrobinę ciemniejsza. Ciekawe, jak będzie wyglądać w rzeczywistości - trzeba pamiętać, że od wersji pokazowej do sklepowej stanik może przejść drobne metamorfozy.

I to na tyle, idę oszczędzać pieniądze na Lucię :)

niedziela, 14 marca 2010

Kasica, Mauzonka i Maith opublikowały szybko wpisy po pokazie Eveden, a ja bujałam się z notką aż do wczoraj. Wczoraj Blox zastrajkował, więc publikuję dziś :) Czemu dopiero teraz? Widziałam cały pokaz Eveden, owszem, mnóstwo ładnych rzeczy, ale moją  uwagę przykuło tylko kilka staników lub raczej kompletów, które najpierw chciałam jakoś uwypuklić w notce całościowej, potem napiasałam notkę tylko o nich, a wczoraj zmieniłam zdanie i zaczęłam pisać o każdym modelu osobno.

Na pierwszy ogień pójdzie Caitlyn Elomi. W rękach i na sobie miałam niebieską, w wersji bazowej mamy perłowy, beżowy i czarny. Caitlyn nie poraża zakresem rozmiarów - miseczki od DD do HH, obwody od 34 (75) do 46 (105), przy czym DD jest od obwodu 38 (85), E od 36 (80), a w obwodzie 34 (75) zaczynamy rozmowę od miseczki F. Marka jest adresowana do pań o większych rozmiarach, więc i tabelka inna niż choćby we Freyi czy Fantasie.

Caitlyn jest ścisła - sama noszę freyowe 70GG, z ciekawości założyłam stanik na bluzkę i nie dałam rady samodzielnie zapiąć obwodu, mimo że to była osiemdziesiątka. Miseczki - nie będę nudzić szczegółami organizacyjnymi - wyglądają na standardowe. Stanik na nosicielce daje niesamomite wrażenie noszenia góry od pasa cnoty - to jest model "side support", a nie seksowny half cup, i tak ma być. Zresztą, o ile mi wiadomo, nikt przy zdrowych zmysłach nie chodzi w samym staniku takiego modelu poza domem ;) Natomiast efekt pod bluzką jest rewelacyjny - piękne kule, zgrabnie uniesione, sylwetka lżejsza.

Niniejszym dołączam do fanek Caitlyn.

Dla równowagi następna notka będzie o modelu do dekoltów :)

 
1 , 2