Opinie, recenzje biustonoszy dla pań po 35. r.ż., po ciążach, karmieniu - fasony, modele, podtrzymanie, wygląd, oferta.
Kategorie: Wszystkie | 35 - różne | 50plus | figura | kroje staników | modele | ubranie
RSS
sobota, 04 lutego 2012

O przeglądzie szafy, czyli dokończyłam pierwszą z n rozpoczętych notek.

Można kupić stanik za 20 PLN czy za 30 PLN, można też za 1000 PLN * (teraz przecena, jest taniej ;p), zależy, ile kto może przeznaczyć na ten interes. Po staniku za 20 - 30 PLN nie należy się spodziewać zbyt wiele, możliwe, że się rozciągnie, odbarwi, spruje itd. po dwóch noszeniach. Możliwe, że będzie trwały. Nie wiem, nie kupuję staników w takiej cenie, zalinkowany model za 30 PLN budzi we mnie nieokreślony lęk ;) - pamiętam tylko co-nieco z czasów noszenia 70B: będąc młodą studentką kupowałam staniki półhurtowo i wyrzucałam, bo się rozciągały.

Stanik za stówkę powinien wytrzymać dłużej, ale też nie możemy spodziewać się po nim cudów. Mam w szafie trochę staników z przedziału cenowego 100 - 150 PLN i to niestety jest loteria jakościowa. Niektóre po trzech praniach trzeba potraktować nożyczkami - tu odpruwa się nitka, tam wychodzi gumka. Inne rozciągają się - zawsze można podszyć, ale co to za przyjemność, zresztą, takie podszycie może uwierać. Inne trzymają się nieźle i krzywdy nie robią. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby stanik zmniejszył się w obwodzie, wszystko przede mną ;)

Inaczej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o staniki w cenie powyżej 200 PLN. W jednym staniku odpruła się perełka, no tragedia, musiałam ją doszyć ;) Śpieszę donieść, że i bez perełki stanik nosi się dobrze, niezależnie od pory roku i miesiąca. Tak samo jak inne, staniki za 200 czy 300 PLN piorę w pralce.

Najważniejsza dla mnie teraz różnica pomiędzy stanikami za 100 PLN a stanikami za trzykrotność tej sumy to wygoda w noszeniu. Niestety, skóra z wiekiem staje się delikatniejsza i noszenie staników kupionych ładnych parę lat temu - mimo że rozmiarowo nadal są dobre - często kończy się czerwonymi pręgami, podrażnieniami i ogólnym poczuciem rozczarowania. Jakoś te kilka lat temu (na Lobby jestem bodajże od 2005 roku, czyli w sumie prawie od początku) nie przeszkadzały mi materiały Panache Superbra, Pour Moi?, Freyi czy Curvy Kate (to akurat zresztą marka młodsza od Lobby, o ile dobrze pamiętam). Teraz wiem, czemu niektóre staniki kosztują większe pieniądze - dlatego, że nie drażnią, nie odciskają, nie drapią. Płaci się za materiały, za staranne uszycie, za bardziej dopracowaną konstrukcję i opracowanie szczegółów (np. zapięcia obwodu też są podszyte takim mięciutkim czymś, czym czasem podszywa się ramiączka). Trochę to rozczarowujące, bo oznacza, że tak naprawdę powinnam ograniczyć się do trzech marek: Avocado, Fauve i Elomi. Fantasie jest niestety na granicy, tak samo jak Masquerade :(

To, co piszę, nie oznacza oczywiście, że moja szafa zawiera kolekcje wszystkich wymienionych marek z ostatnich sześciu lat. Niestety, nie :( Zawierała natomiast przedstawicieli z różnych lat, i mieli oni pożałowania godną tendencję dokładnego odwzorowywania tych samych cech w obrębie marki (w Curvy Kate z uporem maniaka pruły się gumeczki przy obwodzie, Pour Moi? powoli rozsypywało się, a Panache wbijał się w mostek i robił dziury w kanalikach fiszbin właśnie na mostku). Jeszcze te trzy lata temu w ogóle mi to nie przeszkadzało, w ulubionym Panache Fiesta zaszywałam kanaliki kilka razy, a Freya Jasmine ma starannie poobcinane wychodzące nitki. Mój żal wynika głównie z faktu, że przez to wydelikacenie skóry zmuszona byłam pozbyć się tylu fajnych staników, które parę lat temu były taaakie wygodne. Zostawiłam kilka ulubionych, resztę pożegnałam. Nie ma sensu trzymanie staników, które zajmują miejsce i nic poza tym.

Nie, nie reklamuję ani nie robię czarnego PR-u żadnej z wymienionych firm. Po prostu rozumiem, dlaczego niektóre staniki kosztują 30 PLN, inne 130, a inne - 300. Niby materiały podobne, ale tylko podobne. Niby te same elementy, ale różna jest dbałość o szczegóły. I rozumiem, dlaczego Freyę reklamują modelki z wyglądu zdecydowanie młodsze niż te reklamujące Fantasie i Fauve. Urok przemijania czasu :)

 

* Zaznaczam, że zakresy cenowe dotyczą staników nowych, nieprzecenionych.

Obrazek pochodzi ze strony Forex USnews ;)

niedziela, 18 grudnia 2011

BarbieDawno, dawno temu moja córeczka była niemowlakiem. Kiedy zaczęła chodzić, zła matka założyła dziecku buty. Zła matka zakładała czapkę i rękawiczki zimą, a latem cienki kapelusik. Biedne dziecko do wszystkiego musiało się przyzwyczajać, środkowoeuropejskie zwyczaje i klimat nakładają na ludzi konieczność noszenia wielu różnych dziwnych rzeczy. Tak samo należy się przyzwyczaić do stanika.

Zła matka nosi staniki w prawie wszystkich dostępnych kolorach, i biedne maleństwo płci żeńskiej latami zazdrościło matce takich fajnych cusiów. Więc kiedy zła matka dostała od koleżanki dla maleństwa koszulkę odszytą pod mostkiem, zwaną bralette, biedne maleństwo oszalało z radości, że też będzie mieć stanik. Na początku biedne maleństwo ściągało koszulkę po pół godziny, twierdząc, że drapie i przeszkadza, ale następnego dnia twardo zakładało, bo zła matka obiecała kolorowego cusia, z zapięciem i regulowanymi ramiączkami, jak maleństwo wyrośnie z koszulki.

I nadszedł dzień, kiedy córa radośnie oznajmiła, że czas na nowy stanik, bo koszulki stały się za małe. Zła matka wpakowała dziecko do samochodu i pojechała na zakupy. Nie żeby stanik był już rzeczywiście potrzebny, tylko żeby utrzymać ciągłość noszenia, żeby się nie odzwyczaić, bo za parę lat nie będzie wyboru i stanik stanie się koniecznością. Żeby noszenie dobrego obwodu, wygarnianie i dobieranie miseczek już teraz stało się czymś normalnym i zwyczajnym.

Zła matka nie cierpi robić stacjonarnych zakupów, swoje staniki kupuje przez internet, ale dziecku trzeba dobrać coś delikatnego, a poza tym, rozmiar został oceniony na 60AA, baw się teraz człowieku w szukanie, jak nosisz 70GG/75G i nie masz pojęcia, gdzie takie cudo nabyć. Zła matka założyła, że stanik ma być stanikiem, nie koszulką wdziewaną przez głowę, czyli ma mieć zapięcie, regulowane ramiączka, najlepiej jeszcze bez fiszbin, no i z miękką miseczką. Po przejrzeniu oferty sklepów w dużym centrum handlowym należało odtrąbić klęskę: obwód 60 nie istniał, oferta przewidywała obwody zwykle 70, bywały 65, ale miseczki od A, co już było za dużo. Ostatnim sklepem na trasie był Marks&Spencer, gdzie udało się dorwać stanik w rozmiarze 28 (6) AA. Gwoli ścisłości: miseczki AA to te najmniejsze, mniejsze niż A. Bywają też AAA.

Zakupione staniki - dwupak jak na zdjęciu obok - są kompromisem. Mają dwuhaftkowe, trójstopniowe zapięcie i regulowane ramiączka, miseczki są niestety usztywniane, ale nie mają fiszbin. Mają odszycie na miejscu fiszbin, co zdaniem złej matki jest bardzo korzystne, ponieważ dziecina przyzwyczaja się, że "tam" coś siedzi. Zaletą jest materiał - mięciutki i delikatny. Obwód siedzi mocno na miejscu - jest raczej rozciągliwy, bo nie ma fiszbin, ale nie ma tendencji do jeżdżenia po plecach. Generalnie dobry zakup.

A teraz podsumowanie: pierwszy stanik to orka na ugorze ochwaconą szkapą. Zła matka i jej biedne dziecko mieszkają w Warszawie i mają sklep M&S prawie pod nosem, ale usztywniany stanik to niekoniecznie jest to, co zła matka chciałaby kupić dziecku następnym razem, kiedy będzie należało przejść do rozmiaru 60A. Przegrzebanie internetu daje co prawda pewne wyniki, ale i tak widać, że rozmiary 60AAA, 60AA i 60A są niedoreprezentowane. 60B ze świecą szukać, firmy produkujące staniki dla małobiuściastych zaczynają często od 60D, zdarzają się 60C, ale ten zakres rozmiarowy to stanikowa pustynia, nie przymierzając jak G+ 5 lat temu, albo i gorzej. Póki co, tak jak zła matka 5 - 6 lat temu zamawiała staniki w Wielkiej Brytanii, bo tam przynajmniej mogła dostać w odpowiednim rozmiarze, możliwe, że biedne maleństwo też będzie miało staniki sprowadzane z UK.

Zdjęcia pochodzą ze stron

http://www.babywearbrands.com/Barbie-Bra-Top.html 

http://www.marksandspencer.com/Angel-First-Lingerie-Bras-Lingerie-Underwear-Womens/b/65954031 

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Pierwszymi koszulowymi bluzkami, które dopinały mi się w biuście, miały rękawy odpowiedniej długości i kończyły się znacznie powyżej połowy uda, były koszule Bravissimo. Wcześniej przez parę lat kupowałam bluzki, których producenci uważali, że jeśli obwód klatki piersiowej kobiety wynosi ciut ponad 100 cm, to na pewno ma ona zdrowo ponad 100 cm obwodu w barkach i około 180 cm wzrostu – dzięki takiemu założeniu rękawy zaczynały mi się gdzieś w połowie ramienia, a cała koszula mogłaby służyć za sukienkę mini, gdyby nie była szeroka jak worek na ziemniaki, ponieważ talia również przewidywała obwód w granicach metra. Potem, po wejściu na Lobby Biuściastych, odkryłam Bravissimo. Niestety, w jednej serii bluzek koszulowych materiał po paru praniach kurczył się w oczach, z rozmiaru 12SC zrobiło się 8SC, a dopiero 16SC, które powinno na mnie wisieć, było dobre. Następna bluzka, która nadawała się do noszenia, ma niestety błękitne kropeczki, urocze, ale mało biznesowe. lepszy rydz niż nic :( Udało mi się kupić inne bluzki – niestety, z dziurkami w mankietach na spinki, które najpierw musiałam sama zrobić z guziczków, a dopiero teraz kupiłam od Mariselli spinki, które są małe, lekkie i dobrze zrobione. I przede wszystkim śliczne i oryginalne :)

Kilka lat później pojawiło się BiuBiu, które szybko – jak na tak małą firmę! – zaproponowało doskonałe bluzki koszulowe Vanity Size, dzięki którym odzyskałam talię (nominalną, bo nigdy nie miałam wcięcia, ale zawsze) i ramiona, i które idealnie wchodzą pod szyty na miarę żakiet. Mam dwie, i nie tylko w klasycznej bieli, ale też w bordo. Vanity Size ma długi rękaw, co przy temperaturach powyżej 20 stopni staje się problematyczne. Nic to, jak mawiał pan Wołodyjowski, grunt, że BiuBiu ma nie tylko linię casual, ale też biznesową :) Dla pań posiadających wcięcie w talii jest Vanity Fair, Vanity Size nie wróci, ale będzie nowy krój :)

Niedawno BiuBiu wypuściło serię koszulowych bluzek z krótkim rękawem City. Z czasów przedbiubiowych (to brzmi mniej więcej jak mezozoik) mam kilka bluzek koszulowych Bravissimo z krótkim rękawem, które średnio lubię, bo albo są wzorzyste (pasują tylko do gładkiego żakietu), albo mają jakieś ozdobne fifradełka albo z setkę obciąganych materiałem guziczków, co czyni całość uroczą, ale zdecydowanie nieoficjalną, nie mówiąc już o upierdliwości zapinania tego wszystkiego.

City Violet jest po prostu fioletowe, gładkie, ma normalną liczbę guzików (do szybkiego zapięcia), krótkie rękawy i żadnych patek, naszywek, ozdóbek, fifradełek ani czegokolwiek innego, co odbierałoby bluzce biznesowy wygląd. Materiał jest porządny, nieprzejrzysty (testowałam z ciemnymi stanikami i pod słońce), odszycie dobre. Na stronie internetowej sklepu widnieje informacja, że bluzki są mniejsze niż zwykle i należy wziąć rozmiar więcej niż standardowy – zaryzykowałam i wzięłam zwykły rozmiar, czyli 44BB (zwykle lekko luźny bądź idealny), który w tym wypadku leży idealnie. Przypuszczam, że sugestia zamawiania mniejszego rozmiaru wynika z tego, że bluzka jest wąska w ramionach i plecach, dzięki czemu na mnie jest idealna, ale ja mam wąskie, raczej spadziste ramiona (większość sieciowych żakietów, kurtek i płaszczy jest na mnie za szeroka w ramionach, nawet jeśli w biuście sporo brakuje). Konstrukcję uważam za bardzo udaną i mam nadzieję, że wejdzie do stałego asortymentu firmy, pojawi się następnego lata – może nie od razu z ręcznie malowanego jedwabiu (kto to kupi poza mną?), ale na przykład w szerszej gamie kolorów.

Zdjęcie pobrałam oczywiście ze strony BiuBiu.

 

wtorek, 19 lipca 2011

Pisałam kiedyś o tym, że staniki, które dawniej odczuwałam jako przyjemnie ścisłe, leżą w szufladzie, bo są za ciasne. I o tym, że wymiary mi się nie zmieniły, więc skąd ta zmiana, przecież stanik od noszenia raczej się nie zwęża.

Na trop naprowadziły mnie nogi - niby jest to część ciała od biustu oddalona, ale przecież cały czas są to elementy budowy tej samej osoby. Otóż, moje drogie panie, mam tendencje do żylaków. Taka moja uroda i póki co płakać z tego powodu nie zamierzam (zajmę się kiedyś tym tematem). W dodatku prowadzę siedzący tryb życia - taki zawód, codziennie ileś godzin przed komputerem. Nogi puchną, bo nogi są do chodzenia, a nie do trzymania pod biurkiem. Kochana pani ginekolog poleciła mi nosić w ciąży (no ale w ciąży nie byłam już daaawno temu i już nie będę) pończochy przeciwżylakowe, które zapobiegają puchnięciu, ale że w wersji light mają 40 DEN (są też takie 70 DEN i 140 DEN), to nie bardzo można je nosić cały rok, zresztą, na tułów nie wchodzą.

Przeprowadziłam wobec tego badania - stąd zresztą dzisiejszy obrazek - mianowicie codziennie starannie notowałam, co i ile wypiłam i zjadłam. Tak przy okazji, jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy muszą takie notatki prowadzić całe życie ze względu na dietę/choroby/whatever, mi się potwornie nie chciało. Każda kawa, herbata, woda, sok, ryż, czekolada, porcja ryby... W pięknej tabelce notowałam, co danego dnia było źle, nie tak, przeszkadzało mi, ile godzin spałam, czy jeździłam samochodem, i tak dalej.

Tak więc woda w postaci wody jest organizmowi ludzkiemu - a na pewno mojemu - niezbędna do niepuchnięcia. Kawa (naturalna, z ekspresu, z mlekiem), poza tym, że pita w ilości większej niż litr dziennie drażni żołądek i źle wpływa na cerę, nie jest optymalnym napojem. Czarna herbata jest już lepsza, ale pita litrami wysusza gardło i skórę. Zielona herbata łagodzi obyczaje (jestem cholerykiem), biała odświeża umysł, a czerwona (pu-erh) dobrze robi na trawienie, nawet lepiej niż cola, ale ile można tego pić. Szklanka coli dobrze robi na żołądek, po litrze nie mogę spać.

Natomiast woda jest genialnym napojem. Po zarwanej nocy - zdarza mi się, że pracuję do trzeciej czy czwartej, a i tak muszę wstać około siódmej - to właśnie woda pomaga zredukować zmęczenie i opuchliznę, tak denerwującą pod ściślejszymi stanikami. Zredukowałam więc wyżej wymienione dopalacze na rzecz wody. Poza tym, jeśli tylko mogę iść na piechotę, idę, a nie jadę samochodem - paradoksalnie, nawet 15-minutowy spacer zmniejsza opuchliznę i ból nóg zmęczonych całonocnym siedzeniem. W konsekwencji ruchu i picia wody zmniejszyła się też wrażliwość na ścisły stanik - do łask wróciły ściśliwce.

Oprócz wody i ruchu - choćby pół godziny spaceru - dobrze jest się przespać, zapewne dlatego, że - poza zbawiennym odprężeniem wynikającym z drzemki - przyjmujemy pozycję poziomą i układ krążenia i limfatyczny mogą odpocząć (wiem, że ujmuję to mocno nieprofesjonalnie, ale nie będę się silić na medyczny żargon, wiele osób zna się na tym lepiej i jeśli zechcą skomentować, to wyjaśnią fachowo).

Podsumowując: woda do picia, trochę ruchu i sen ułatwiają życie zawodowo siedzącym nogom i biustom ;)

Rysunek pochodzi ze strony http://zuch.blox.pl

niedziela, 03 kwietnia 2011

Pisałam kiedyś o gorsetach i polowaniu na nie. Od tego czasu założyłam kilka razy jeden i drugi posiadany gorset i stanowczo stwierdzam, że takim gorsetem na pewno nie osiągnę efektu, jaki prezentuje modelka, ponieważ nie mam jej figury. Plastikowe fiszbiny nie mają mozliwości ściśnięcia ciała i zrobienia talii, której nigdy nie posiadałam. Biedactwa powyginały się w rozpaczy. Doszłam do wniosku, że jedynym celem takiego gorseciku jest zadowolenie posiadaczki ("mam na sobie coś ładnego") oraz cieszenie męskiego oka (nie będę wchodzić w szczegóły). Ewentualnie można pochwalić się koleżankom, które uważają, że posiadanie "taaakiego ogromnego biustu" to czarna rozpacz, tylko beżyk na szelkach jest mi pisany - i w takim momencie fajnie jest pokazać dyskretnie ramiączko, które wcale nie jest szerokie (Sahara) albo wręcz go nie ma (Goddess noszę bez ramiączek - w zalinkowanej wyżej notce to ten biały).

Niestety, porządne ściśnięcie zapewniają jedynie metalowe fiszbiny, jakie ma gorset na zdjęciu obok. Niestety, ponieważ porządny gorset z metalowymi fiszbinami kosztuje swoje - jak będę miała wolne paręset dolarów, napiszę do Madame Sher ;) Pozostaje mieć nadzieję, że klientkom dopasowuje gorsety lepiej niż modelce - przecież na pewno nie tylko ja widzę, że miseczki są za małe, a mostek za szeroki.

A tak w ogóle, już na poważnie, należy pamiętać, że o ile w gorsecie z plastikowymi fiszbinami grozi nam co najwyżej niewygoda, obtarcia czy czerwone ślady na skórze, to długotrwałe noszenie gorsetu z metalowymi fiszbinami grozi deformacją ciała, osłabieniem mięśni i kręgosłupa. Smutnym przykładem jest Maria Pawlikowska-Jasnorzewska: za młodu miała problemy z kręgosłupem, wsadzono ją w gorset, bo takie były ówczesne metody leczenia... Teraz zalecono by jej serie ćwiczeń (tak, liczba mnoga), które może talii nam nie zrobią, ale brzuch schowa się szybciej niż od noszenia gorsetu :)

Przy okazji - nie mogłam się powstrzymac i podaję link do najszerzej ilustrowanej historii gorsetu, jaką znalazłam po polsku - tak na szybko, więc jesli ktos ma lepszy adres, to poproszę :)

Zdjęcie powyżej pobrałam od Madame Sher, oczywiście :)

00:17, anna-pia , figura
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 lutego 2011

Jako wredna córka latami - tak, latami! - sączyłam matce stanikomaniacki jad do ucha, matka w końcu dała się przekonać dzięki temu, że ponoć moja figura bardzo zyskała i w ogóle zgrabna jestem niesłychanie. Stanik rzecz podstawowa, na to bluzka genialnej Kingi i nawet taka gruba baba tuż przed 40. może wyglądać przyzwoicie - znaczy, na ulicy nikt nie ucieka z krzykiem na mój widok, więc uznaję, że nie jest źle.

Ale do rzeczy. Mama moja dobija do 60. (z tej mniejszej strony), budowy jesteśmy podobnej, więc uznałam, że możemy spróbowac tych samych marek i przemocą zawlokłam rodzicielkę do Dopasowanej. Spędziłyśmy tam chyba dwie godziny i nic nie pasowało - mi Panache raz pasują, raz nie, trudno, rzekłam, i powlokłam rodzicielkę do Peachfield na Żeromskiego. A tam zażądałam Elomi Caitlyn. Dobrałyśmy rozmiar, gorzej z kolorem, gdyż był tylko bordowy - jak dla mnie cudo, miód malina, matka moja dała się przekonać dlatego, że stanik nie prześwitywał spod białej dzianinowej bluzki. Drugą dobrałyśmy Pollyannę Freyową - był dostępny kolor ivory, więc rodzicielka chwyciła i kupiła dwa. Przy czym Caitlyn w rozmiarze 80F, Pollyanna - 80FF.

Po pół roku noszenia odważyłam się i zażądałam relacji. Otóż okazało się, że Elomi w dzikim kolorze i w ogóle dziecko, to nie dla mnie, jest ukochanym stanikiem i musiałam matce znaleźć taki sam w beżu, perle czy innym nudziarstwie - podałam link do jednego z lobbowych sklepów i szlus, rodzicielka zachwycona. Ach i och. Będę kiedyś musiała przetestować osobiście. Kiedyś.

A tak poza tym, to w Peachfield spotkałam przemiłą forumkę z LB / LMB, która zapewne również przemocą i krzykami przywlokła swoją biedną matkę na ostanikowanie, i rzeczona dama poczuła się raźniej, ujrzawszy, że nie jest jedyną bezbronną ofiarą przemocy ze strony lobbystek.

Zdjęcie ściągnęłam z Peachfield

22:29, anna-pia , 50plus
Link Komentarze (17) »
środa, 09 lutego 2011

Tak sobie rozmawiałam z koleżanką, wpadłyśmy na siebie w supermarkecie. Od słowa do słowa, zaczęłyśmy rozważać, co warto kupic samemu, pomacawszy w sklepie własnoręcznie, a co spokojnie można przez net nabyć, macając wirtualnie li i jedynie.

Przez internet kupuję książki, płyty, elektronikę, AGD, ubrania, ubranka dla dzieci oraz oczywiście bieliznę :)

Dawno, dawno temu, kiedy Lobby Biuściastych nie miało jeszcze siostrzanego forum, nie zdążyło obrosnąć w otoczenie, a funt szterling kosztował 4 złote, staniki zamawiałam w Wielkiej Brytanii, ponieważ przesyłka szła szybciej niż od przedstawiciela Panache mającego w owych czasach siedzibę bodajże w Malborku. Z probiuściastych marek w Polsce istniało Avocado, które miało sklep w Poznaniu, a rozmiarówkę zdecydowanie uboższą niż dziś (np. obwody zaczynały się od 70). Brzmi jak opowieść o wodzie przynoszonej wiadrem z podwórka ;)

Teraz mam do wyboru, do koloru sklepów stacjonarnych - mieszkam w Warszawie, więc odpada mi planowanie, kiedy mogę wybrać się 50 czy 150 km do sklepu, dzwonienie i dopytywanie, kiedy sklepy będą mieć najwięcej rozmiarów, które może by mi pasowały. Jako że czasem wykazuję ochotę na usystematyzowanie wiedzy, postanowiłam ułatwić sobie - a może nie tylko sobie - życie i sporządzić listę argumentów za i przeciw zakupom stacjonarnym i w internecie. Ponieważ sama nie mam żadnych oporów przed jednymi ani przed drugimi, z góry odrzucam argument pt. "bo tak lubię" - to jest osobista preferencja, niemająca nic wspólego z logiką i jako taka niemierzalna. Jesli ktos boi się / brzydzi / nie lubi zakupów przez internet / stacjonarnych, to nie ma sensu się zmuszać, efekt bedzie odwrotny do zamierzanego.

Wracając do tematu: sklepów internetowych w Polsce mamy pod dostatkiem, z zagranicznych testowałam tylko brytyjskie, pewnie dlatego, że na kontynencie, o ile mi wiadomo, Polska to stanikowy raj, więc nie mam czego szukać za miedzą.

Podczas zakupów podstawową kwestią jest kwestia pieniedzy - jeśli mamy ich dużo, to bez problemu możemy zamówić przez internet kilka staników w różnych rozmiarach, z założeniem, że 3/4 odeślemy i odzyskamy pieniądze. Następna kwestia to czas - jeśli mamy go sporo, to łatwiej nam będzie zwiedzać sklepy stacjonarne i mierzyć do upadłego modele i rozmiary. Dalej mamy problem dostępności sklepów - mieszkając w dużym mieście, gdzie sklepów jest dużo, musiałabym poświęcić kilka dni na obskoczenie wszystkich. Natomiast jeśli do najbliższego sklepu mam 100 km, to sprawa wygląda zupełnie inaczej. I albo decyduję się na zamawianie - i odsyłanie, nie ma zmiłuj, rzadko udaje się od razu trafić w rozmiar i model, albo dzwonię do najbliższego dobrze zaopatrzonego sklepu i dowiaduję się, ile jest staników w rozmiarze zbliżonym do mojego wstępnie określonego, a następnie biorę wolne na cały dzień i jadę. Dobrze, jak mogę...

Co zatem pozostaje osobie uwiązanej do jednego miejsca w środku puszczy? Poza zakupami stacjonarnymi (konieczność wyprawy za góry i lasy), internetowymi (pieniądze i czas), jest jeszcze lobbowa giełda staników, jesli nie ma sie oporów przed kupowaniem używanych - w sumie staniki w sklepie też już ktoś mierzył, prawda? A jeśli uda nam się dobrać rozmiar, możemy wtedy iść na podbój zakupów internetowych, pamiętając, że wyprzedaże sa dla nas, a na ebayu można trafić okazyjnie bardzo fajne modele. Jedno zastrzeżenie: zanim kupisz, poczytaj - Katalog Staników, opinie na forum - LB i LMB, może się okazać, że upatrzony model jest ściślejszy/rozciągliwszy bądź ma większe/mniejsze miseczki niż ten, który już mamy, niezależnie od tego, że to ta sama marka. Kupowanie na wyprzedażach ma tę zaletę, że modele już zostały przetestowane. Wadą jest to, że wielu rozmiarów po prostu już nie ma.

Nietrafione zakupy wystawiamy na allegro bądź na ebayu :)

Obrazek u góry pobrałam stąd

Obrazek u dołu pochodzi stąd

Jak sobie przypomnę, jak się robi takie obrazki, to będę robić sama

niedziela, 16 stycznia 2011

Bazówka welcome to. Na szelkach, gdyż albowiem jedyną wersją ramiączek, jakie Freya dopuszcza w stanikach z miseczkami oznaczonymi GG i więcej, to szelki. Ja tam w sumie nawet je nawet lubię, mają tę zaletę, że nie zjeżdżają tak szybko z moich ahystokhatycznych ;) wąskich, spadzistych ramion. Albo w ogóle nie zjeżdżają, jak zadam sobie trud porządnego wyregulowania długości.

Bazówka jak to bazówka, posiada dwa słuszne kolory (beżyk i czarny dla wyrafinowanych ;p) oraz kolor na sezon. Kolor zlekceważę, bo to sezonowa zachcianka i tyle, czarny też, bo nie jestem wyrafinowana, a poza tym, czarny stanik to był szczytem wyrafinowania może 20 lat temu, teraz to bazówka. A poza tym, nie mam czarnego :)

Kolor Antoinette w wersji jedynie słusznej jest określony jako "Barely there", czyli że go prawie nie ma. Niestety, jego prawie lub nie-prawie istnienie określa odcień skóry nosicielki, u mnie odcina się pięknie, ale wszak to nie problem producenta, tylko mój, a poza tym, to nie jest stanik do pokazywania, tylko do noszenia pod białą koszulę. Znaczy bluzkę koszulową, do pracy. Wracając do tematu, beżyk miły dla oka. Nie ma go za bardzo ;)

Wygodny stanik, nabyłam go jeszcze w czasach przed Fantasie Smoothing, pojawił się też w mojej szufladzie długo przed Charlotte Avocado, nabyłam go specjalnie na kilkunastogodzinny dzień pracy. Przyznaję, że zadanie spełnił w 100%. Fiszbiny ma freyowe, czyli w miarę wąskie, w tym modelu nie poprowadzono ich do pach, więc miłosiernie nie kłują, tylko grzecznie siedzą na miejscu. Wiem, co mówię, biust mam wysoko osadzony i jestem raczej niska, więc ryzyko kłucia w pachę jest wysokie.

Teraz obwód i miseczka - obwód jest ciasny, wzięłam standarowy - 70 (32) - i zapinam cały czas na najszerszą haftkę. W sumie nawet nie bardzo miałam kiedy ten stanik rozciagnąć, bo nie należy do moich faworytów ;) Miseczka moim zdaniem standardowa.

Podtrzymanie - genialne. Nie żebym w nim uprawiała jakieś sporty ekstremalne, ale podczas pracy wymagającej chodzenia (nie, nie jestem kelnerką;)) i generalnie pewnej aktywności fizycznej jest naprawdę wygodny i trzyma jak należy.

W porównaniu do poprzednio opisanego modelu - Fantasie Smoothing - Antoinette poraża błyskotliwością wzoru - miseczka jest u góry wykończona czymś na kształt koronki, która co wrażliwsze osoby może drapać. Mnie nie drapie, ale ja jestem twardym zawodnikiem, nie dam się koronce. Ramiączka, jak wspomniałam, są szerokie, dzięki czemu doskonale widać wytłoczony na nich fantazyjny wzorek, a farfocelki wykańczające boki ramiączek na pewno się nie pokłócą. W końcu Antoinette to Freya, czyli marka adresowana do zakręconych młódek, nie to, co Fantasie, którą koncern Eveden uwodzi poważniejsze panie, którym już wszak nie w głowie jakieś wybryki pod odzieniem, i dlatego beżyk od Fantasie jest nieco bardziej stonowany wzorniczo. O ile w ogóle do projektowania Smoothing zatrudniono projektanta, w co śmiem wątpić. Przy Antoinette jakaś litościwa dusza pofolgowała swojemu dobremu sercu i zaproponowała opisane wyżej rozhulane ozdoby.

W sumie stanik jest fajny, tylko taki solidnie nudny, stąd nie miał szans rozciągnąć się :)

Zdjęcie ściągnęłam ze strony http://www.freyalingerie.com

 

00:20, anna-pia , modele
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 listopada 2010

Jeden z najwygodniejszych staników, jakie kiedykolwiek miałam, to Fantasie Smoothing - bezszwowy stanik klasyfikowany przez Bravissimo jako T-shirt bra, czyli nieodznaczający się pod bluzką. Poza tym, że nieodznacza się pod bluzką, ten stanik nie odznacza się niczym w ogóle - nie jest czymś, czemu poświęcę choćby przelotną uwagę, jeśli zastanawiam się, co założyć. Czeka grzecznie w szufladzie, aż będzie jego kolej i zostanie wybrany. Powody, dla których wybieram ten właśnie stanik, a nie inny, są dwa: wygoda i niewidoczność pod białą bluzką.

Wygoda to podstawa. Smoothing jest wygodny tak bardzo, że nie pamiętam o nim. Urodą też nie wyróżnia się w żaden sposób, po prostu trudno w jego przypadku mówić o czymś takim jak uroda. Ten stanik jest kwintesencją bytu nijakiego. Nudny i solidny jak fundamenty - nikt o nich nie pamięta, ale bez nich nie sposób zbudować niczego trwałego. Pewnie właśnie dlatego takie staniki nazywa się bazowymi.

Z drugiej strony, nazwa marki, która firmuje coś tak nijakiego, jest rażąco nieodpowiednia - do zaprojektowania tego stanika na pewno nie użyto ani krzty fantazji. Mam raczej wrażenie, że zaprojektowała go purytanka jakieś 200 lat temu, ktoś znalazł projekt w kufrze prababci i wykorzystał :)

Na koniec jedna informacja, skoro wyczerpałam obraźliwe epitety - zgodnie z tym, co podaje Bravissimo, stanik jest dużomiseczkowy (wzięłam 70G zamiast standardowego 70GG i jest idealnie), ściśliwość w normie. Niestety, występuje tylko do miski G, nie wiedzieć czemu; obwody od 30 (65) do 40 (90), przy czym w tym ostanim miski są tylko do F. Szkoda, bo konstrukcja udana, fiszbiny nie za wysokie (jestem raczej frejowa, chociaż mam kilka panaszków, które uważam za dobre zakupy) i nie za szerokie. Może z powodu porażającego designu nikt się tym cudem nie interesuje na tyle, żeby podciągnąć je dalej w tabelce.

Zaraz, o czym ja pisałam? Ach, o Smoothing. Cóż, to by było tyle, jutro nie muszę zakładać biełaj bluzki, więc ta kwintesencja nudziarstwa i solidności może poczekać. Na pewno leży gdzieś w szufladzie.

Zdjęcie pochodzi ze strony Bravissimo. Wykorzystałam je twórczo ;) obcinając modelce połowę rąk i reszty ciała, w końcu beżowe majty to nic ciekawego.

czwartek, 18 listopada 2010

Moje drogie, znikłam na długo z przyczyn technicznych - miałam kłopoty z komputerem, po drodze próbowałam opublikowac kilka razy notki i niestety, bez efektu. Ponieważ mam w końcu nowy komputer, notki są zapisane, to i publikacja nie będzie trwała zbyt długo.

 
1 , 2 , 3