Opinie, recenzje biustonoszy dla pań po 35. r.ż., po ciążach, karmieniu - fasony, modele, podtrzymanie, wygląd, oferta.
Blog > Komentarze do wpisu

Ściśliwość własna, czyli o wodzie, ruchu i spaniu

Pisałam kiedyś o tym, że staniki, które dawniej odczuwałam jako przyjemnie ścisłe, leżą w szufladzie, bo są za ciasne. I o tym, że wymiary mi się nie zmieniły, więc skąd ta zmiana, przecież stanik od noszenia raczej się nie zwęża.

Na trop naprowadziły mnie nogi - niby jest to część ciała od biustu oddalona, ale przecież cały czas są to elementy budowy tej samej osoby. Otóż, moje drogie panie, mam tendencje do żylaków. Taka moja uroda i póki co płakać z tego powodu nie zamierzam (zajmę się kiedyś tym tematem). W dodatku prowadzę siedzący tryb życia - taki zawód, codziennie ileś godzin przed komputerem. Nogi puchną, bo nogi są do chodzenia, a nie do trzymania pod biurkiem. Kochana pani ginekolog poleciła mi nosić w ciąży (no ale w ciąży nie byłam już daaawno temu i już nie będę) pończochy przeciwżylakowe, które zapobiegają puchnięciu, ale że w wersji light mają 40 DEN (są też takie 70 DEN i 140 DEN), to nie bardzo można je nosić cały rok, zresztą, na tułów nie wchodzą.

Przeprowadziłam wobec tego badania - stąd zresztą dzisiejszy obrazek - mianowicie codziennie starannie notowałam, co i ile wypiłam i zjadłam. Tak przy okazji, jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy muszą takie notatki prowadzić całe życie ze względu na dietę/choroby/whatever, mi się potwornie nie chciało. Każda kawa, herbata, woda, sok, ryż, czekolada, porcja ryby... W pięknej tabelce notowałam, co danego dnia było źle, nie tak, przeszkadzało mi, ile godzin spałam, czy jeździłam samochodem, i tak dalej.

Tak więc woda w postaci wody jest organizmowi ludzkiemu - a na pewno mojemu - niezbędna do niepuchnięcia. Kawa (naturalna, z ekspresu, z mlekiem), poza tym, że pita w ilości większej niż litr dziennie drażni żołądek i źle wpływa na cerę, nie jest optymalnym napojem. Czarna herbata jest już lepsza, ale pita litrami wysusza gardło i skórę. Zielona herbata łagodzi obyczaje (jestem cholerykiem), biała odświeża umysł, a czerwona (pu-erh) dobrze robi na trawienie, nawet lepiej niż cola, ale ile można tego pić. Szklanka coli dobrze robi na żołądek, po litrze nie mogę spać.

Natomiast woda jest genialnym napojem. Po zarwanej nocy - zdarza mi się, że pracuję do trzeciej czy czwartej, a i tak muszę wstać około siódmej - to właśnie woda pomaga zredukować zmęczenie i opuchliznę, tak denerwującą pod ściślejszymi stanikami. Zredukowałam więc wyżej wymienione dopalacze na rzecz wody. Poza tym, jeśli tylko mogę iść na piechotę, idę, a nie jadę samochodem - paradoksalnie, nawet 15-minutowy spacer zmniejsza opuchliznę i ból nóg zmęczonych całonocnym siedzeniem. W konsekwencji ruchu i picia wody zmniejszyła się też wrażliwość na ścisły stanik - do łask wróciły ściśliwce.

Oprócz wody i ruchu - choćby pół godziny spaceru - dobrze jest się przespać, zapewne dlatego, że - poza zbawiennym odprężeniem wynikającym z drzemki - przyjmujemy pozycję poziomą i układ krążenia i limfatyczny mogą odpocząć (wiem, że ujmuję to mocno nieprofesjonalnie, ale nie będę się silić na medyczny żargon, wiele osób zna się na tym lepiej i jeśli zechcą skomentować, to wyjaśnią fachowo).

Podsumowując: woda do picia, trochę ruchu i sen ułatwiają życie zawodowo siedzącym nogom i biustom ;)

Rysunek pochodzi ze strony http://zuch.blox.pl

wtorek, 19 lipca 2011, anna-pia

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
kasica_k
2011/07/19 13:48:20
Kawa to w ogóle żaden napój, bo z racji, że moczopędna - co wypijesz, to szybko wyleci drugim końcem ;) Ale żyć bez niej nie mogę...
Twój post to dla mnie kolejna zachęta do pilnowania się w kwestii picia wystarczającej ilości wody. Odkąd ostatnio przy pobieraniu krwi dostałam ochrzan od pielęgniarki plus gratis kłucie w drugą rączkę z powodu, że ze mnie nie leciało, policzyłam, że dziennie piję około dwa razy za mało. Tryb życia, a jakże, przybiurkowy. Staniki, owszem, cisną... Tylko nie wiem, jak to z tym ruchem będzie.
-
2011/07/19 14:14:14
Kasico, ruchu dużo nie trzeba, nie uprawiam żadnych biegów ani fitnesów, po prostu marsz około kilometra dwa razy dziennie, plus w domu po schodach. Choćby po centrum handlowym się przejdź, po zakupy jakieś nieduże - nie masz fajnego sklepu z piwem niedaleko parku? ;)
-
renulec
2011/07/19 15:25:25
A ja miałam od dzisiaj uprawiać wczesnoranną spacerologię z psem. Ale burza była i zaczynam od jutra. 4km per pedes (i per łapes) o 5 rano powinno obu nam wyjść tylko na dobre :)
-
2011/07/19 17:15:06
Renulec, nie przesadzaj, o 5 rano zażywa się snu dla urody :)
-
renulec
2011/07/19 18:11:10
Anna-pia,
I tak jestem niesamowicie urodziwa, więc mi nie zaszkodzi ;), zaś w te upały jedynie o 5 rano jest powietrze do oddychania. No i może wieczorem. Ale z kolei wieczorem to mi się nie chce to-tal-nie.
-
kasica_k
2011/07/19 18:40:14
Hmm, ostatnio po centrach handlowych to chyba nawet sporo kilometrów zrobiłam - nie wiem czemu jakoś nie brałam tego pod uwagę ;)
-
yaga7
2011/07/20 09:20:13
No to ja mam zdrowy tryb życia - w nocy nigdy nie pracuję (ale z kolei ja jestem ranny ptaszek i wstanie o 6:15 rano to już późno, nie raz w tygodniu wstaję 5:30), wysypiam się i dużo piję. W ciepłe dni spokojnie mi schodzi butelka mineralnej, czasem z dodatkowym sokiem, czasem z colą zero (należę do osób pijących colę z wodą ;) ) Kawę pijam tylko rano, tylko jedną sztukę i tylko dla smaku. Herbatę piję litrami, ale w chłodne dni.
Tylko znow muszę wrócić do ruszania się :)
-
2011/07/21 09:48:47
Twoja notka znów mi przypomniała, że piję za mało wody. Wogóle za mało. Ale jakoś zapominam o tej wodzie :( A faktycznie pomaga rano i stawia na nogi.
Jeśli chodzi o chodzenie to odkąd zaczęli budować drugą linię metra i tak nie mam za bardzo wyboru - najszybciej do metra jest na piechotę. Tylko jakoś nie połączyłam tego chodzenia z tym, że znów noszę ściślejsze staniki.
-
2011/07/21 10:05:40
To moje ruszanie się to nie jest żaden sport - dzieci zawiozę do i odbiorę z przedszkola na piechotę zamiast samochodem, chodzę po schodach i tyle. Nie męczę się ;) A efekty są.
-
2011/09/04 21:30:19
Samochodu nie mam, więc bardzo dużo spaceruję (regularnie omijam przystanki, bardzo lubię łazić :) ). windy nie mam ani w bloku, ani w pracy, piję dużo wody, śpiąc zawsze mam nogi wyżej niż resztą ciała (tak się przyzwyczaiłam, mam poduszkę albo zwinięty pled pod nogami) i puchnięcie od paru miesięcy doprowadzało mnie do szału. Dodam, że odżywiam się też dobrze, nie rewelacyjnie, ale żadnych fast foodów itd. (Choć akurat nie miało to wpływu na staniki - oddycham przeponą i we wszystkie staniki wciąż obwodowo się mieszczę ) W końcu wybrałam się do apteki po specyfiki ,,na nogi'' (tabletki i żel) i dopiero odczuwam poprawę, wszyscy mówią, że mam szczuplejsze nogi,a mnie w końcu prawie zeszła opuchlizna z łydek. Także w razie większych problemów też można sobie poradzić, ale i tak wracam na siłownię. I planuję zapisać się na tańce, rewelacyjnie ponoć radzą sobie z opuchniętymi nogami. :D
-
2011/09/04 21:38:16
Cenna informacja, dzięki :)